niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 2 "Tata..."

"Są w życiu sytuacje w których musisz 
sobie powiedzieć "Dam radę" i iść dalej"

Obudziłam się po 9:00 przez promienie słoneczne wpadające przez okno. Jaka miła pobudka, a tak dobrze mi się spało. Mały nie dawał mi spokoju w nocy. Zasnęłam dopiero po 4 nad ranem. Popatrzyłam na niego. Słodko spał przytulony do poduszki. Dziś spał ze mną w łóżku. On jest taki uroczy i w ogóle. Wstałam starając się go nie obudzić. Udało się! Zbiegłam na dół do kuchni. Stała tam już Emma i robiła naleśniki. Po chwili zeszła jeszcze Molly i Ashley. Czyli były wszystkie dziewczyny. Brad pewnie jeszcze spał albo jest w studiu. Ja zaczynam pracę o 12:00 a kończę o 17:00 chyba, że nikogo nie ma to wcześniej. Czasami zabieram Carlosa ze sobą, ale to rzadko. Usiadłam na blacie obok kuchenki. Em popatrzyła na mnie i się uśmiechnęła.
-Co tam?-zapytała radośnie się uśmiechając
-A nic takiego. Carlos nie dawał mi spać w nocy, bo ząbkował
-Biedactwo
-Tak i to wielkie, nie słyszałaś jak płakał?
-Amy powiem ci coś co może być dla ciebie nowością, ale istnieje takie coś jak zatyczki do uszu. Wiem to może być dla ciebie szok, ale takie coś istnieje.
-Wow na serio? nie wiedziałam. No przecież jak ja mogłam się o tym dowiedzieć jak ja w jaskini mieszkam przecież.
Wybuchła śmiechem. Boże ta dziewczyna mnie dobija. Popatrzyłam na nią jak na idiotkę, a ona od razu się zamknęła.
-Trochę ciszej bo mały śpi.
-No dobra, dobra
-No to co będziesz dziś robić?
-Będę szukać pracy.
-Jako kto chcesz pracować?
-Nie wiem jeszcze.
-A może u mnie w księgarni? Szefowa szuka pracownika więc może byś mogła. Wiem, że to marny początek, ale jak na razie może być.
-Na serio? Byłoby wspaniale!
-No wiem, no wiem. To co pójdziesz dziś ze mną?
-Jasne
-Okej.
-Chodźcie, naleśniki już gotowe.
-Naleśniki!
Krzyknęła uradowana Molly tak, że prawie upuściła szklankę z sokiem na podłogę jak biegła. Mo jest najmłodsza z naszej paczki, nie licząc oczywiście Carlosa. Muszę wymyślić mu jakieś przezwisko. Może Car? Carl. Nie wiem później pomyślę. Poszliśmy wszyscy do jadalni, jednak przed tym wszyscy wzięliśmy talerze i nałożyliśmy sobie śniadanie. Usiedliśmy do stołu po czym zaczęliśmy jeść. Trzeba przyznać, że Emma genialnie gotuje w przeciwieństwie do mnie, bo ja to tylko zrobię tosty lub jajecznicę i tyle z mojego talentu gotowania.
-Coś długo Bradley nie wstaje. Trzeba go obudzić
Stwierdziłam patrząc na dziewczyny Mo i Ash już wiedziały o co mi chodzi. Często budziłyśmy go w podobny sposób, lecz Em nic nie wiedziała.
-Chodźcie dziewczyny.
Wstałyśmy jeszcze zanosząc naczynia do zmywarki po czym poszłyśmy do mojego pokoju. Mały akurat wstawał.
-Cześć mały
Wzięłam go na ręce i zaszłam z nim na dół. Stanęłam przed drzwiami do sypialni mojego przyjaciela. Popatrzyłam na synka i pokazałam palcem na usta.
-Ciiii....
Wyszeptałam, a ona położył paluszek na usta. Uśmiechnęłam się do niego i otworzyłam drzwi. Po
Pobudka Brada przez Carlosa <3
cichu przekroczyłam próg i zaczęłam zbliżać się do jego łóżka. Położyłam na nie małego i jak najszybciej oraz jak najciszej wyszłam. Przyłożyłam ucho do drzwi i zaczęłam nasłuchiwać. Usłyszałam marudzenie Brada, a zaraz po tym kroki. Odbiegłam od drzwi i rzuciłam się na kanapę włączając telewizor.
-Dzięki za miłą pobudkę.
-Nie ma za co
Zaśmiałam się i popatrzyłam na nich. To takie urocze widzieć Bradleya z Carlosem. Uśmiechnęłam się szeroko na ten widok.
-I z czego się tak cieszysz?
-Z niczego
Powiedziałam próbując powstrzymać śmiech.
-Wiesz co ci powiem Carlo? Twoja matka jest dziwna
Zwrócił się do małego, a on się tylko zaśmiał i zaklaskał w rączki.
-Ma-ma
Powiedział słodko. Zerwałam się jak poparzona i podbiegłam do nich.
-On powiedział mama!
Krzyknęłam uradowana i wzięłam go na ręce. Do pokoju wbiegły dziewczyny.
-CO?!
Krzyknęły równo. O mój boże mój synek powiedział mama
-No to! Mój syn powiedział mama
-Na serio?!
-No!
Podeszły do niego i się na niego gapiły oczekując pewnie, że znów to zrobi. Patrzył na nie jak na idiotki. Zaczęły go namawiać aby znów to powiedział, ale nic z tego. W końcu Brad się odezwał.
-Wy nie umiecie. Carlo powiedz ma-ma
-ma-ma
Dziewczyny zaczęły piszczeć i szaleć. Mój mądry synek. Przytuliłam go i pocałowałam w czółko. Nagle wypowiedział coś co mną wstrząsnęło.
-Ta-ta
Powiedział kolejne słowo. Niby powinnam się cieszyć, że zaczyna wymawiać pierwsze słowa to dlaczego nagle zrobiło mi się smutno? Przecież to nic takiego, a jednak czuję się winna. Winna za to, że mój syn będzie wychowywał się bez ojca. Nigdy nie będzie mógł pogadać o różnych sprawach jak ojciec z synem, ojciec nie nakrzyczy na niego za jakieś błahostki, nie będzie mógł nawet narysować obrazka na dzień taty. To smutne, że tak zrujnowałam mu życie. Ale co na to poradzę, że nie chcę, aby Harry zniszczył sobie życie?! Rozpłakałam się, gdy wszyscy się cieszyli tym że mały zaczął mówić. Podałam go przyjacielowi i pobiegłam na górę. Rzuciłam się na łóżko płacząc w poduszkę. Ja tak nie mogę. Nie poradzę sobie bez ojca dla Carlosa. Muszę być silna dla małego ale nie potrafię. Jestem okropną matką i dobrze o tym wiem. Muszę przestać płakać i zmierzyć się z problemem. Nagle do moich drzwi ktoś zapukał. Nie odpowiedziałam, ale ten ktoś i tak wszedł. Poczułam jak materac ugina się pod ciężarem tej osoby i po chwili poczułam rękę na moim ramieniu
-Ej Amy nie płacz...
To był Brad. Otarł moje łzy, które nie przestawały lecieć po moich policzkach. Przytuliłam się do niego jak najmocniej. Tego właśnie było mi trzeba. Przytulić się do kogoś.
-Co się stało? Chodzi o to, że powiedział tata?
-Tak...
Szepnęłam smutna i załamana. To okropne wiedząc, że nigdy nie stworzę prawdziwej rodziny dla mojego syna.
-Hej spokojnie. Wszystko będzie dobrze
-Nie będzie. Mój syn nigdy nie będzie szczęśliwy...
-Będzie. Zobaczysz. Wstawaj musisz iść do pracy
-Nie chcę
-Musisz
-Ugh....no dobra!
-No grzeczna dziewczynka
Posłał mi uśmiech szczerząc się szeroko. Zmroziłam go morderczym spojrzeniem po czym i tak się uśmiechnęłam. Wstałam i wzięłam rzeczy do ubrania oraz zaczęłam zmierzać w stronę łazienki. Weszłam do niej i się umyłam oraz zrobiłam makijaż. Ubrałam przyszykowane rzeczy czyli granatowe rurki, miętowa bluzka oraz białe conversy. Włosy spięłam w koka. Wyszłam z łazienki i zaczęłam szykować małemu rzeczy do ubrania. Wyszło na to, że pójdzie ubrany w długie spodnie, bluzkę z nadrukiem, trampkach oraz kurtce i czapce. Nie jest ani za chłodno, ani za ciepło. Jedziemy do tego samochodem jak co dzień więc jest spoko. Zeszłam po małego i zabrałam go do pokoju. Ubrałam go i wzięłam jakieś jego rzeczy w torebkę w razie czego. Jego pluszaka, specjalne ciasteczka i butelkę z sokiem. Zeszłam z nim na dół. Ubrałam kurtkę i czekałam na Brada i Emmę. Co oni tak długo robią?! W końcu przyszli więc zaczęłam kierować się w stronę auta. Bradley włożył wózek do bagażnika i usiadł na miejscu kierowcy, ja z tyłu obok Carlo a Em na siedzeniu obok chłopaka. Ruszyliśmy w ciszy. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyłyśmy w stronę drzwi. Brad wziął wózek i weszliśmy do środka. Od razu lepiej. Podeszła do nas moja szefowa. Jest to starsza kobieta o błękitnych oczach i farbowanych blond włosach. Ma bardzo przyjazne rysy twarzy i w sumie jest bardzo miła oraz uprzejma. Lubi gdy biorę Carlosa ze sobą bo wtedy nie jest tu tak nudno jak zazwyczaj. Uśmiechnęła się do nas ciepło.
-Witaj Amy, widzę że znów wzięłaś małego.
-Tak, mam nadzieję, że się pani nie gniewa.
-Nawet tak nie żartuj. Uwielbiam gdy bierzesz go ze sobą.
-Dziś wzięłam jeszcze jedną osobę. To jest Emma
-Dzień dobry
-Dzień dobry
-Mówiła pani, że potrzebuje pani pracownika, a Emma potrzebuje pracy więc może by mogła tu pracować
-W sumie to dobry pomysł. No dobrze zaczynasz od dziś.
-Dziękuję pani
-Nie ma za co
Uśmiechnęła się szeroko, a kobieta się zaśmiała.
-Amy pokaż jej wszystko
Zwróciła się do mnie. Pokiwałam twierdząco głową i rozebrałam małego z kurtki i czapki. Sama również zdjęłam kurtkę. Emma poszła w moje ślady i również zdjęła okrycie. Posadziłam Carlosa w wózku i dałam mu misia.
-No to tak. Ty będziesz rozkładać towar, a ja będę siedzieć przy kasie.
-Okej, spoko
-A tak w sumie to jak tam?
-A dobrze, dobrze.
-Jak układa ci się z Maxem? On mieszka w Londynie co nie?
-No tak. Będę musiała go odwiedzić
-Tak.
Na tym skończyła się nasza rozmowa. Wzięłyśmy się do pracy po jakieś pół godzinie wszystko było rozłożone.
-To co dalej?
-W sumie to już chyba nic. Dopóki klienci nie przyjdą to mamy wolne.
-Okej.
-Po pracy muszę iść do Brada po klucze. Pójdziesz ze mną?
-Jasne.
-Okej to póki co mamy przerwę więc pójdę po kawę dla nas i jakieś ciastko więc mogłabyś popilnować Carlosa?
-Jasne. Jeszcze się pytasz.
-Okej to będę za jakieś 15-20 minut.
-Dobra nie śpiesz się.
Ubrałam się i wyszłam. Udałam się do najbliższej kawiarni i kupiłam dwie kawy na wynos oraz pączki. Kocham kawę i mogłabym ją pić bez przerwy. Wróciłam do księgarni wraz z napojami.
-Już jestem!
-To fajnie.
-Masz kawę i pączka.
Podałam jej kubek z parującym napojem i wypiek. Podeszłam do torby i wyjęłam z niej ciastka. Podeszłam do mojego synka oraz podałam mu przekąskę. Poczochrałam mu włosy, a on się zaśmiał.
-Dziewczyny, przepraszam, ale niedługo musimy zamykać po jestem umówiona na 14:30 więc dziś skończycie wcześniej pracę. Mam nadzieję, że nie ma żadnego problemu?
-Nie, oczywiście, że nie.
-To się cieszę.
Kobieta wyszła na zaplecze i do końca pracy jej nie widziałam. Podczas tego czasu przyszło może z ośmiu klientów. Głównie były to jakieś dzieciaki. Po posprzątaniu sklepu razem z Emmą ubrałyśmy się i przekazałyśmy klucze właścicielce. Udałyśmy się w stronę studia gdzie pracuje Bradley.
-Poczekaj tu z Carlosem, a ja szybko skoczę po klucze.
Powiedziałam, gdy tylko doszłyśmy do drzwi od budynku.
-Okej, ale się pośpiesz.
-Postaram się.
Weszłam do środka i udałam się na ostatnie piętro. Otworzyłam drzwi i pierwsze co widziałam to Brada rozmawiającego z Ashley.
-Hej!
Odwrócili się jednocześnie w moją stronę i uśmiechnęli się.
-Cześć. Zaraz skończę tylko jeszcze dokończę sesję.
Z pokoju obok usłyszałam śmiechy po czym wyszło pięciu chłopaków, a moje serce zamarło, gdy tylko złapałam kontakt wzrokowy z jednym z nich.
-Amy to jest Louis, Zayn, Liam, Niall i....
-Harry....
Powiedziałam za niego....


----------------------------------------------------------
Wiem, że długo czekaliście, ale oto jest rozdział. Przepraszam za jakiekolwiek błędy. Mam nadzieję, że wam się podoba. Wyraźcie swoją opinię w komentarzu! (nie zwracajcie uwagi na to, że dziewięciomiesięczne dziecko nie umie powiedzieć ma-ma i ta-ta xD)
Pozdrawiam <3

3 komentarze: